Cztery inspiracje
"Spotkanie przy szklaneczce pełnej dźwięków, które sami wymyślamy i mieszamy" to najbardziej lapidarne określenie słowami Emilii Sitarz tego, co od przeszło czterech lat robi nietuzinkowy Kwadrofonik. Tego, co w niedzielny wieczór zaprezentował w Auli Nova Akademii Muzycznej w Poznaniu.
Cytowana pianistka kwartetu dwóch fortepianów i dwóch zestawów perkusyjnych ma rację. Ich pomysły na prezentowane utwory,będące rzadziej solowego autorstwa, najczęściej owocem muzycznej burzy mózgów, mają różną ważkość. Czasami są zaledwie omieceniem spojrzeniem, góra dotknięciem owej szklaneczki. Ale niekiedy bywają solidne hausty jej zawartości, hausty o smaku jazzu, rocka, klimatów rodem z Mike'a Oldfielda, Andreasa Vollenweidera, world music i co tam się jeszcze komu kojarzy. Bo króciutkie, rzadziej niewiele dłuższe cytaty z Fryderyka Chopina lub cytaty z etnograficznych rejestracji radiowych folkloru (kapitalna inspiracja pieśnią kurpiowską "A chtóz tam puka") są ledwie pretekstami do skojarzeń właśnie, do inspiracji dla czwórki młodych absolwentów Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie. Dla ukazania własnej, "zbiorowej" wyobraźni muzycznej, podbudowanej nieprzeciętnymi umiejętnościami instrumentalnymi. Bo ci pianiści Emilia Sitarz i Bartłomiej Wąsik - początkowo Lutosławski Piano Duo, perkusiści Magdalena Kordylasińska i Miłasz Pękala - początkowo Hop-beats Duo, mają takie, że na plan pierwszy wysuwają się obłoczki brzmieniowych kolaży czy fascynujących klimatów, rzadko w dynamicznej gradacji forte.
Wkrótce czwórka posiadaczy już teraz wielu ciekawych laurów ma się zaprezentować w słynnym Carnegie Hall. Ciekawe, jak oceni propozycje grupy amerykańska publiczność i krytycy muzyczni.
Andrzej Chylewski (Polska Głos Wielkopolski, 07.09.2010)
Zarażeni bakcylem Chopina
Niedzielny koncert
zespołu Kwadrofonik w Auli Nova ujmował świeżością spojrzenia, erudycją
muzyków i ich młodzieńczą odkrywczością.
Warszawska grupa Kwadrofonik połknęła bakcyla chopinizmu i zaraziła nim publiczność Auli Nova. Grający na fortepianie Emilia Sitarz i Bartłomiej Wąsik razem z perkusistami Magdaleną Kordylasińską i Miłoszem Pękalą mają swój odrębny, niepowtarzalny styl. Ten styl ujmuje młodzieńczą odkrywczością, świeżością spojrzenia, a czasem nawet subtelną dawką buntu, niepokory. Nagrania z płyty "Folklove" udowodniły, że artyści potrafią czerpać inspirację z bardzo różnej muzyki i bawiąc się inspiracjami, tworzą zupełnie nową, niekonwencjonalną jakość muzyczną.
Ta jakość, połączona z odczuwalną radością wykonywania muzyki, to cechy charakterystyczne zespołu. Nie zabrakło ich też w niedzielę. Muzyka Kwadrofonika, choć łączyła różne stylistyki, zręcznie wymykała się próbom klasyfikacji. Wykonywanym utworom czasem nawet brakowało tytułów. Czytelny był za to sposób wykorzystania inspiracji - muzycy wybierali fragment muzyczny, motyw melodyczny lub wzór harmoniczny utworu, i wkładali je w zupełnie inny muzyczny kontekst. Dzięki swojej muzycznej erudycji "przemycili" cytaty mazurków, scherz i nokturnu Chopina, a także zapisane w samplerze fragmenty muzyki źródeł. Zdarzało się, że artyści melodię łączyli z fakturą akordową z innego utworu (połączenie Preludium e-moll z Sonatą cis-moll "Księżycową" Ludwiga van Beethovena) albo dodawali cytaty z innych twórców (np. marsz weselny z "Lohengrina" Ryszarda Wagnera). Wszystko to zaowocowało klimatycznym brzmieniem, czasem lirycznym, czasem mocno energetycznym (utwór inspirowany wielkopolskim wiwatem albo Mazurkiem C-dur z op.56), a nawet - dramatycznym ("Któz tam po kómoze chodzi i śpuka" inspirowane pieśnią kurpiowską). Interesujące były modyfikacje brzmienia instrumentów - tłumienie strun fortepianu, pociąganie smyczkiem kontrabasu po sztabkach wibrafonu , a niekiedy nawet "elektroniczne" efekty brzmieniowe - choć muzycy wcale nie używają elektroniki. Efekt był porażający.
Już za miesiąc Kwadrofonik wystąpi w nowojorskiej Carnegie Hall obok m.in. Grażyny Auguścik i tria Andrzeja Jagodzińskiego. To będzie święto celebrujące (a jakże!) urodziny Chopina.
Martyna Pietras (Gazeta Wyborcza, 07.09.2010)
Kosmiczny Classic Folk
Nie ma w Polsce drugiego zespołu o podobnym składzie, łączącym brzmienie dwóch fortepianów z perkusją. Co więcej - zespołu, który w tak oryginalny sposób łączy klasykę z folkiem. Kwadrofonik zagra w najbliższą niedzielę w Poznaniu.
Absolwenci Warszawskiej Akademii Muzycznej: Emilia Sitarz, Bartłomiej Wąsik (fortepiany) oraz Magdalena Kordylasińska i Miłosz Pękala (instrumenty perkusyjne) działali początkowo jako dwa niezależne duety. Emilia i Bartłomiej jako Lutosławski Piano Duo grali na cztery ręce lub dwa fortepiany Bacha, Brahmsa, Ravela i Lutosławskiego. Magda i Miłosz jako perkusyjny Hop-beats Duo są dobrze znani bywalcom festiwalu muzyki współczesnej Warszawska Jesień. Kiedy w 2006 roku oba duety połączyły siły, powstał wyjątkowy kwartet. A zbliżyła ich "Sonata na dwa fortepiany i perkusję" Beli Bartóka, którą cztery lata temu wykonali na festiwalu Kwartesencja w Fabryce Trzciny. Krótko potem zachwycili publiczność festiwalu Nowa Tradycja w Warszawie (gdzie dostali grand prix) i krytycy obwołali ich nadzieją polskiej muzyki folkowej.
W 2008 roku nagrali debiutancką płytę "Folklove", zawierającą rewelacyjne aranżacje melodii ludowych z różnych stron Polski - na fortepianowo-perkusyjny skład. Dostali za nią nagrodę Fryderyka. "Gazeta" tak o nich pisała: "grają melodie ludowe z różnych stron Polski - Kujaw, Kurpiów, Małopolski i Podlasia - we własnych brawurowych aranżacjach, inspirowanych klasyką, utworami Bjoerk, muzyką filmową. Z prostych swojskich zaśpiewów tworzą fascynujący świat dźwięków, porywający energią rytmu i harmonii lub przenoszący słuchacza w kosmiczne wymiary. Nie potrzebują do tego elektroniki. Wystarczy im wyobraźnia i klasyczne instrumenty, preparowane fortepiany i cały arsenał instrumentów perkusyjnych: począwszy od marimby i ksylofonu, przez bongosy, bębny afrykańskie, muszelki i zwykłe drewniane pudło, na trójkącie, misach tybetańskich, werblach i talerzach kończąc". Ale młodzi artyści wykonują wspólnie nie tylko melodie ludowe czy współczesne, nie stronią też od klasyki. - Trudno nas sklasyfikować. Jeśli ktoś powie, że na pikniku zagramy muzykę poważną, będzie w błędzie, jeśli powie, że folk, też rozminie się z prawdą. Chyba najtrafniejsza jest formuła classic folk - mówił "Gazecie" Bartłomiej Wąsik.
Ich koncerty wszędzie przyciągają prawdziwe tłumy - nie tylko młodych ludzi. W Poznaniu Kwadrofonik zagra koncert zatytułowany "Byłem tu. Fryderyk", który w 200. rocznicę urodzin Fryderyka Chopina zorganizowało Towarzystwo im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu (5 września o godz. 18 w Auli Nova).
Iwona Torbicka (Gazeta Wyborcza, 31.08.2010)
Polski wieczór trzech Andrzejów
Sobota upłynęła w muzycznym Poznaniu pod znakiem 175. urodzin wielkiego skrzypka polskiego i kompozytora - Henryka Wieniawskiego. Dzięki pomysłowości takich animatorów jak Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego, Muzeum Instrumentów Muzycznych, czy Centrum Turystyki Kulturowej "TRAKT", poznaniacy, od najmłodszych do najstarszych, mogli uczestniczyć w różnych formach promocji kultury. Mimo potwornych upałów panujących w mieście w spacerach po miejscach związanych z braćmi Wieniawskimi wzięło udział kilkuset chętnych, a "prawdziwy" happeningowy turniej skrzypcowy na Starym Rynku, mający na celu znalezienie "prawdziwego" mistrza smyczka, obserwowały zadziwiające tłumy wielu przybyłych rodzin.
Klasyczny finał dnia Wieniawskich przywiódł chętnych do Sali Marcina Groblicza. I tu zainteresowanych spotkały dwie niespodzianki. Zapowiadany utalentowany skrzypek białoruski Artiom Shishkov nie przybył do Polski - problem z paszportem. Ambitni organizatorzy zaserwowali w to miejsce inny smakołyk. Wiązankę prawdziwych przebojów polskiej muzyki skrzypcowej i fortepianowej (Ignacy Jan Paderewski, Karol Lipiński, Fryderyk Chopin i Henryk Wieniawski) zaprezentowali Konstanty Andrzej Kulka i Andrzej Tatarski. Nie zabrakło więc diabelnie trudnego Kaprysu D-dur Lipińskiego, Scherza b-moll Chopina, wreszcie legendarnych Obertasa, Kujawiaka, konkursowego Scherzo-Tarantelle i... nomen omen "Legendy" bohatera dnia. I to nic, że przez otwarte okna wpadał gwar Starego Rynku, a muzealny fortepian "Blüthnera" dogorywał.
Ten unikalny, uroczy, choć dosłownie gorący wieczór miał swój urok, także dzięki niebanalnemu słowu wiążącemu trzeciego z Andrzejów, dyrektora Konkursów Towarzystwa Muzycznego Andrzeja Wituskiego.
Andrzej Chylewski (Polska Głos Wielkopolski, 12.07.2010)







